Jak się masz, współczesny świecie?

fot. dzięki uprzejmości artystki

Rozmowa z
Karolina Freino

Magda Grabowska: W projekcie Katarakta przysłoniłaś pomnik na placu Wolności kurtyną dymną, przez co odniosłaś się do pułapek obowiązującej narracji historycznej i zbiorowej pamięci historycznej. Jaki pomnik zaproponowałabyś w tym miejscu?

Karolina Freino: To bardzo trudne pytanie. Dlaczego jednak zakładamy, że miałby się tam pojawić pomnik – czyli realizacja, która miałaby coś upamiętniać? Być może zamiast nakładania w tym miejscu kolejnej warstwy historycznej narracji, można byłoby pokusić się o „archeologiczne“ odsłonięcie już istniejących warstw? Katarakta (2016), poprzez chwilowe przysłonięcie, miała za zadanie właśnie odesłanie do skumulowanych na placu Wolności w Katowicach znaczeń. Działanie bardziej permanentne mogłoby w istocie problematyzować historię tego placu, zamiast za wszelką cenę tworzyć jego kolejną inkarnację. Choć oczywiście mam świadomość, że każda ingerencja w dane miejsce, która zaczyna przybierać trwały charakter jednocześnie skazuje się na paradoksalną niewidzialność. To, co niezmienne wpisuje się w codzienność i ulega neutralizacji. Stąd właśnie wzięły się wszystkie praktyki mające na celu ożywienie naszej relacji z pamięcią, jak na przykład idea kontr-pomników. Stąd też na przykład projekt czasowego anektowania przez różnych artystów pustego postumentu na Trafalgar Square w Londynie.

Karolina Freino, Katarakta, fot. dzięki uprzejmości artystki

W pracy Blenda również sięgasz do historii, tym razem Gdańska i rekonstruujesz wybrany moment historii miasta. Co ten uchwycony kadr mówi nam o tym miejscu dziś?

Dla mnie teren byłej Stoczni Gdańskiej jest soczewką, w której skupia się historia polskiej transformacji. Blenda (2016), poprzez to konkretne miejsce, miała szerzej opowiedzieć o transformacyjnym procesie, a jednocześnie Stocznia pozwalała wyostrzyć jego obraz, ponieważ jest tak silnie nasycona symboliczne. Istniała tu najpierw pruska Stocznia Cesarska, potem jeden z najważniejszych i największych zakładów przemysłowych PRL-u, a następnie oczywiście powstała „Solidarność”. W przypadku Blendy skupiłam się na symptomach transformacji ustrojowej w zmianach przestrzeni i substancji architektonicznej byłej Stoczni. W wielkim skrócie i uproszczeniu można by powiedzieć, że w wyniku procesów transformacyjnych najpierw dokonano jej anihilacji, by potem zacząć za pomocą nowych inwestycji, również ze wsparciem unijnych dotacji, przemieniać to miejsce w zupełnie inny byt pozbawiony dawnej tożsamości (trasa Nowa Wałowa, Europejskie Centrum Solidarności i zapowiadane nowe osiedla deweloperskie). Blenda miała też wskazywać na proces komercjalizacji pamięci, zamieniania jej w towar mający kompensować tęsknotę za tożsamością i znaczeniem. Stąd też forma kartki pocztowej, rozprowadzanej w turystycznym centrum Gdańska.

Karolina Freino, Blenda, fot. dzięki uprzejmości artystki

Podejmujesz tematykę mniejszości narodowych bardzo zróżnicowanymi środkami – organiczną rzeźbą (Śpera) lub instalacją dźwiękową (Komunikacja miejska). Pracę nad nowym projektem rozpoczynasz od medium, które Cię interesuje czy tematu, który zgłębiasz?

Zawsze i bez wyjątku od tematu. Jak zresztą widać po moich pracach nie jestem szczególnie przywiązana do jakiegoś jednego medium. W mojej praktyce jest ono – a co za tym idzie cała forma pracy – zdecydowanie podporządkowane treści. Medium ma służyć temu, by jak najlepiej tę treść przekazać.

Pomysł na użycie audiosfery transportu publicznego przyszedł mi do głowy w Dreźnie, kiedy jadąc tramwajem wsłuchiwałam się w komunikaty podawane w pięknie modulowanym języku niemieckim. Byłam wtedy na etapie poszukiwania pomysłu na pracę w Lublinie, w którym mieszka jedna z większych społeczności czeczeńskich. Pomyślałam, że warto wykorzystać platformę publicznego transportu do zapytania o to, w oparciu o jakie kryteria budujemy swoją narodową wspólnotę. I zaprosiłam mieszkańców Lublina, Czeczenów, do Komunikacji miejskiej (2013), w ramach której czytane przez nich komunikaty dotyczące nazw przystanków i miejsc były emitowane w lubelskich autobusach. Wzbudziło to kontrowersje, niektórzy nie wiedzieć czemu, przestawali słyszeć w nich nawet język polski. Od tamtego momentu minęło trochę czasu, jednak niestety ta problematyka coraz bardziej obrasta fantazmatami zamiast realną obecnością. Komunikacja miejska, choć na chwilę, na tę obecność – oczywiście symboliczną – pozwalała.

Karolina Freino, Komunikacja miejska, fot. dzięki uprzejmości artystki

Śpera (2014) to zupełnie inna praca. Proces dochodzenia do ostatecznej formy stawał się tu właściwie jej częścią. Śpera była elementem większego projektu realizowanego w Tarnowie i poświęconego społeczności romskiej (Tajsa). W jego ramach świadomie zdecydowałam się użyć stereotypu jako punktu wyjścia, mając nadzieję, że żywy proces gdzieś poza ten stereotyp mnie wyprowadzi. Spotkałam się więc z cygańską wróżką, aby poprosić o wywróżenie, jaką pracę zrealizuję w ramach Tajsy. Podczas naszej rozmowy nie udało nam się na tej płaszczyźnie porozumieć, natomiast natrętnie z talii tarota (magią lub przypadkiem) losowałam wciąż jedną kartę, która przedstawiała bezkorzenną roślinę. To był punkt wyjścia do realizacji rzeźby organicznej – Śpery – z ponad stu oplątw, czyli roślin, które naprawdę nie mają korzeni i świetnie się bez nich obywają, co przed ich odkryciem wydawało mi się niemożliwe. Śpera była według Ficowskiego znakiem używanym do komunikacji między wędrującymi taborami. Symbolem, który wtapiał się w tło, pozostając hermetycznym i znanym tylko wtajemniczonym.

Karolina Freino, Śpera, fot. dzięki uprzejmości artystki

W ramach projektu Kordegarda (Ślepa plamka i Podziały) sięgasz do historii miejsca i zmian, które w nim zaszły. Czy chcesz swoimi projektami trwale zmieniać status quo zastanej przestrzeni? 

Ślepa plamka (2012) i Podziały (2012), które powstały dla Warszawy, jak i wszystkie efemeryczne prace, które realizuję, nie dążą do zmiany fizycznej przestrzeni. Jeżeli mają potencjał do wywarcia jakiegoś wpływu, to raczej w przestrzeni dyskursywnej, utożsamianej bardziej ze sferą publiczną. Bliższe jest mi działanie w obszarze znaczeń niż materii. Nie mam oczywiście złudzeń co do tego, że moje prace, w pojedynkę, mogłyby jakoś znacząco przemienić sferę publiczną, w tym także idee stojące za kształtowaniem przestrzeni. Choć oczywiście mogą stać się jednym z głosów w dyskursywnej sferze, który jeśli przetnie się z innymi w danym miejscu i czasie, ma szanse wspólnie z nimi wytworzyć rodzaj synergicznego efektu.

Karolina Freino, Ślepa plamka, fot. dzięki uprzejmości artystki

Karolina Freino, Podziały, fot. dzięki uprzejmości artystki

W swojej twórczości często sięgasz do sztuki dźwięku. Dlaczego decydujesz się na tego typu działania?

Szczerze mówiąc, nie stoi za tym jakaś z góry założona strategia. Po prostu dźwięk często staje się niezbędny do przekazania danej treści. Bardzo często działam intermedialnie, na styku kilku dziedzin. Audiosfera to zresztą zaniedbywany aspekt naszej przestrzeni, który ma duży wpływ na jej kształtowanie. Moja ostatnia realizacja w przestrzeni publicznej – Odliczanie (2016)oddziałuje właśnie na audiosferę, w tym przypadku podwórka we Wrocławiu. Moja ingerencja polegała na uzupełnieniu dźwiękiem metalowej przeplotni (drabinki) w kształcie rakiety – ostatniego elementu jaki pozostał z niegdyś nowoczesnego i kolorowego placu zabaw z lat 60. Coraz bardziej rdzewiejąca i odchylająca się od pionu rakieta jest ostańcem po czasie programowego entuzjazmu i wiary w przyszłość. Użyty przeze mnie dźwięk to głos lektora odliczającego miarowo i bezustannie czas do startu. Rozpoczął od liczby jeden miliard sześćset ileś tam milionów i set tysięcy (liczba ta wynikała z przeliczenia na sekundy 50 lat trwania rakiety na podwórzu). Jeśli dobrze pójdzie, odliczanie potrwa pewnie jeszcze ze sto lat. Dźwięk ten, o bardzo małym natężeniu, słyszalny dopiero przy przechodzeniu dziko wydeptaną ścieżką obok rakiety, ma szansę być takim wgryzającym się w głowę natręctwem jak melodia, która przyplącze się rano i nie chce nas opuścić przez cały dzień. Czymś, co się zalęgnie i pracuje gdzieś z tyłu głowy.

Karolina Freino, Odliczanie, fot. dzięki uprzejmości artystki

W instalacji fotoplastykon/panoptykon posługujesz się architektonicznymi środkami wyrazu. Dlaczego zdecydowałaś się użyć tego języka? 

Często „anektuję“ przestrzeń w obręb swoich prac. Mogę to chyba odnieść do tradycji sztuki instalacji, która w odróżnieniu od autonomicznej rzeźby, wpisywała się w kontekst miejsca i wciągała go w swój zakres, stając się tylko jednym z elementów przestrzeni.

W przypadku instalacji wideo fotoplastykon/panoptykon (2009) budynek jednej z kopuł Pawilonu Czterech Kopuł we Wrocławiu był zarówno jej koncepcyjną, znaczeniową podstawą (zbudowany na planie koła, symetryczny budynek naznaczony historią totalitarnych systemów), jak i ramą przestrzenną (symulował jednocześnie fizyczną kubaturę panoptykonu i fotoplastykonu, tworząc „zamknięty obieg“). Kamera krążąc w sercu kopuły grała rolę „oka“ wieży panoptykonu, a jej obraz transmitowany na żywo do monitora w drzwiach kopuły stanowił „okular“ fotoplastykonu. Tak budowało się znaczenie pracy opowiadającej o obiegu uwodzących idei, które po wcieleniu w życie często ulegają wynaturzeniu. 

Karolina Freino, fotoplastykon/panoptykon, fot. dzięki uprzejmości artystki

W akcji toruńskie pierniki wplatasz w rzeczywistość światy fikcji i wirtualnej przestrzeni. Jaki efekt uzyskałaś, korzystając z tych nierzeczywistych światów?

Dokładnie taki, jaki opisujesz: zmieszanie obydwu sfer, które daje sposobność odbicia rzeczywistości w (krzywym) zwierciadle. Zdalnie sterowane ufo (toruńskie pierniki, 2008) pilotowane było przez dwa dni w zasięgu kadru kamery internetowej, która transmitowała obraz nadwiślańskiej panoramy Torunia 24h na dobę. Wpadało zatem i wypadało z kadru, ukazując się potencjalnym widzom wchodzącym na stronę z internetową transmisją. Obraz kamery był też archiwizowany i służy teraz jako film, który utrwala obraz tego dziwnego obiektu wpisanego w sylwetę miasta. W moim zamierzeniu miał być to komentarz do nieprawdopodobnie skomercjalizowanego wizerunku Torunia i jego eksploatacji w ramach biznesu, jak każdej innej marki. Jednak można też tę prace odczytywać jako wyraz melancholijnej tęsknoty za marzeniem. Staram się tak budować swoje prace, żeby mogły funkcjonować na wielu poziomach i były otwarte interpretacyjnie.

Karolina Freino, toruńskie pierniki, fot. dzięki uprzejmości artystki

Jakie pytanie postawiłaś w projekcie How are you?

How are you? (2011) to praca, którą zrealizowaliśmy wspólnie z Jamesem Muriuki w Nairobii, w Kenii. Przybrała formę dzwonka dla telefonów komórkowych, który powstał z nagrań na żywo dzieciaków mieszkających w jednym z największym slamsów w Afryce – Kiberze. Jeśli do Kibery wchodzi mzungu (w suahili – biały człowiek), to zawsze zostanie przywitany przez dzieci melodyjnie intonowanym zwrotem „how are you?“. Muszę przyznać, że to dość ambiwalentne przeżycie. Miałam pełną świadomość, że jest to rodzaj pozostałości po kolonialnych stosunkach społecznych i choć dzieciaki śpiewają z wielką radością, to jednak brzmiało to dla mnie jak dręczący wyrzut sumienia. Wynikało to oczywiście z obciążenia historią, ale również z teraźniejszości: zglobalizowany rynek eksploatujący tamtejsze zasoby i ogromny przemysł NGO jaki tam istnieje, to również zjawiska bardzo niejednoznaczne. Postanowiliśmy z Jamesem nagrania z Kibery przekształcić w dzwonek komórkowy, który był dostępny przez trzy kolejne lata do darmowego ściągnięcia ze strony internetowej. Reklamowaliśmy go też trzema kanałami: poprzez ulotki, informacje na stronach internetowych oferujących dzwonki na telefon, jak również kanałem dystrybucyjnym związanym z obiegiem sztuki. Ten dzwonek miał za zadanie wywołać podobne emocje, jakich sama doświadczyłam w Kiberze, miał wprost i zuchwale pytać: jak się masz, współczesny świecie?

Karolina Freino i James Muriuki, How are you?, fot. dzięki uprzejmości artystki

Czym jest kolektyw usually4?

Kolektyw usually4 to była nieformalna grupa przyjaciół: Dušica Dražić (SRB), Sam Hopkins (GB/KEN) i Teresa Luzio (P). Często też pracowała z nami Vanessa Mayoraz (CH/USA). Spotkaliśmy się wszyscy na studiach na Uniwersytecie Bauhausu w Weimarze, na kierunku Sztuka publiczna i nowe strategie artystyczne. To są znakomite, międzynarodowe studia, jedne z pierwszych w Europie, które podejmowały temat współczesnych strategii artystycznych w przestrzeniach publicznych. Dla nas osobiście był to wspaniały czas rozwoju zarówno zawodowego, jak i prywatnego. Trochę to teraz wspominam nostalgicznie, bo właśnie minęło 10 lat od mojego dyplomu. Jeszcze parę lat po szkole udawało nam się podejmować wspólne działania artystyczne, niestety ostatnio to już nie jest możliwe. Teraz żyjemy w różnych zakątkach świata, rozwijamy inne projekty, pracujemy na etatach, niektórzy też mają już dzieci. Nasze działania polegały na realizacji indywidualnych prac zespolonych wspólnym tematem. Zrealizowaliśmy kilka wystaw prezentujących nasze interwencje w przestrzeniach publicznych: w Polsce, w Niemczech, w Serbii, w Rosji i w Kenii. Świetnie się rozumieliśmy, wpływaliśmy na siebie bardzo inspirująco. To był cudowny czas. Kto wie, może uda nam się jeszcze kiedyś coś wspólnie zrobić.

Wrocław, 2016