fot. Piotr Lewiński, Wikimedia (CC BY-SA 2.5)

Pomarańczowa Alternatywa
Precz z U-Pałami

Wrocław, lipiec 1987
happening

W letni upalny dzień, kiedy temperatura powietrza przekroczyła 30 stopni Celsjusza, na wrocławskim rynku odbył się około 40-minutowy happening Pomarańczowej Alternatywy. Aktywiści grupy ubrali się w białe koszulki. Na każdej z nich namalowana została litera, a jedną przyozdobił symbol uśmiechniętego słońca. Litery na koszulkach happenerów ustawionych obok siebie w tyralierze układały się w hasło Precz z upałami, co wydawało się nawiązywać do lipcowej pogody. Jednak podczas akcji co jakiś czas literka „U” odchodziła, co zupełnie zmieniało wydźwięk prezentowanego hasła. W takich momentach żywy transparent głosił postulat Precz z pałami, co stanowiło jasne odniesienie do Milicji Obywatelskiej (i pałek używanych przez MO) i jej brutalności.

Pomarańczowa Alternatywa, Precz z U-Pałami, fot. Piotr Lewiński, Wikipedia (CC BY-SA 2.5)

Literkę „M” na swojej piersi „niósł” legendarny już dziś założyciel Pomarańczowej Alternatywy Waldemar Major-Fydrych, „Ł” Adam Lipiński, „Z” Marek Krukowski, „E” „Mamut”, a „R” Józef Pinior, działacz dolnośląskiej „Solidarności”. Ten ostatni otrzymał zresztą za to naganę od regionalnych władz związku. Tak wspomina tamten dzień: „Denerwowałem się, że nic się nie dzieje, że „Solidarność” nic nie robi. W lipcu – choćby nie wiem co – szefowie „S” wyjeżdżali z żonami na wakacje. Po ścianach chodziłem, tak byłem wkurzony bezczynnością. Zgłosiłem się do Majora i zostałem literką „R”. Ubraliśmy się w koszulki-litery i ustawiliśmy na Świdnickiej w napis „Precz z upałami”. „U” miało za zadanie oddalać się co jakiś czas... Kto był „U”? Wiem, że kobieta, nie pamiętam nazwiska”[1].

Pokojowy happening wyśmiewał zakaz publicznego wznoszenia antyrządowych haseł. Opierał się na grze słowem oraz, jak czytamy na stronie Muzeum Pomarańczowej Alternatywy, pokazywał „że możliwe jest aresztowanie liter. Bo czymże różni się wyraz UPAŁY od wyrazu PAŁY jak nie jedną literą „U”. Jej obecność lub jej brak zmienia sens. Tak też było w tym happeningu z chodzącą literą «U»”[2].

Happenerzy zostali rzeczywiście zatrzymani i przesłuchani przez milicję, a następnie wypuszczeni. Należy jednak pamiętać, że w tamtych czasach obecność milicji była pożądanym, a wręcz niezbędnym elementem wielu akcji. Nie dość, że wysłannicy władzy stawali się niejako aktorami dopełniającymi przedstawienie, to happeningi oraz inne, często parodystyczne działania grupy pozwalały na „rozbrajanie” lęku przed niebieskimi mundurami - chociażby przez ukazywanie jej bezradności oraz opresyjnego systemu w obliczu iście surrealistycznych sytuacji. Błyskotliwość, humor i ironia akcji Pomarańczowej Alternatywy były sposobami na wyśmiewanie systemu komunistycznego w PRL-u oraz absurdów ówczesnej rzeczywistości.

Precz z U-Pałami wprowadzało także w życie postulaty stworzonego przez Majora Manifestu Surrealizmu Socjalistycznego, którego główną tezą były między innymi słowa: „cały świat jest dziełem sztuki, a więc nawet pojedynczy milicjant stojący na ulicy jest dziełem sztuki" i czynił ze sztuki, humoru i groteski oręż walki politycznej. 

Źródła

[1] http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,295738.html
[2] http://www.orangealternativemuseum.pl/#precz-z-upalami