fot. Jan Smaga / MSN

Henryk Stażewski
Kompozycja pionowa nieograniczona / Dziewięć promieni światła na niebie

projekt: styczeń 1969
realizacja: 9 maja 1970, Wrocław
rekonstrukcja: 5 grudnia 2008, Warszawa
instalacja

Wieczorem 9 maja 1970 roku mieszkańcy Wrocławia i okolic mogli oglądać niezwykły pokaz malarstwa na niebie. Ciemny firmament stanowił płótno monumentalnego świetlnego przedstawienia. Było to, jak mówi tytuł pracy, dziewięć promieni światła na niebie, których pionowa kompozycja w niczym nieograniczony sposób wznosiła się na wysokość 7 000 metrów, z wolna rozpraszając się w mroku nocy. Pokaz można było podziwiać przez prawie półtorej godziny z krótkimi przerwami technicznymi.

Kolorowe snopy światła pochodziły z reflektorów łukowych o średnicy lustra 100 cm i mocy 2 kW, które umieszczono na dziewięciu samochodach, ustawionych względem siebie tak, by wiązki przecinały się na niebie pod odpowiednim kątem na wysokości około 300-400 metrów. 

ulotka dzięki uprzejmości Galerii Foksal

Barwy przechodziły na linii przecięć w sposób ciągły jedna w drugą – od czerwonej przez pomarańczową, żółtą, zieloną, niebieską aż do fioletowej. Układ kolorystyczny kompozycji nawiązywał do kolejności barw powstających przy rozszczepieniu światła białego w pryzmacie.

Kompozycja została oparta na geometrii pracy reliefowej nr 24 Stażewskiego z 1968 roku. Jak pisał Antoni Dzieduszycki „Idea Kompozycji pionowej nieograniczonej wynika niewątpliwie z długoletnich doświadczeń́ twórczych Henryka Stażewskiego, z jego dociekań́ nad konstrukcją przestrzenną i relatywnym ruchem w statycznym obiekcie wizualnym, nad cechami harmonii kolorystycznej i psychicznym odczuwaniem barw”1

Henryk Stażewski przygotował tę świetlną instalację na Sympozjum Plastyczne „Wrocław ’70”. Był to jedyny „projekt sztuki niemożliwej” zrealizowany w zaplanowanym majowym terminie. Realizację techniczną nadzorował Jan Chwałczyk, wrocławski artysta równie żywo zainteresowany w swojej twórczości problematyką światła i teorią barw. Wykonaniem zajęła się wrocławska galeria „Pod Moną Lisą” we współpracy z Wojskami Ochrony Powietrznej. Produkcja tak zaawansowanego organizacyjnie i technicznie przedsięwzięcia w PRL-owskiej rzeczywistości nie była łatwa i wymagała determinacji i zaangażowania. Maria Berny, ówczesna kierowniczka lokalnego Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki, w którym na przełomie lat 60. i 70. działała galeria „Pod Moną Lisą”, pozyskała od wojska dziewięć reflektorów. Aż pięć z nich sprowadzono z jednostek spod Wrocławia. Wojskowych zachęciła do wsparcia, przekonując, iż w ten sposób uświetnią obchody rocznicy 25-lecia przyłączenia Ziem Zachodnich do Polski. Argument okazał się trafny. 

Podobno wokół wrocławskiej Hali Stulecia zebrało się blisko 50 tysięcy osób, a niezwykłą instalację świetlną na tle nieba można było oglądać z odległości wielu kilometrów. Dzięki temu z każdego miejsca i odległości obserwowana kompozycja wyglądała inaczej. Sam Stażewski wspominał zresztą, że Kompozycja mogłaby się stać stałą iluminacją Wrocławia montowaną i uruchamianą z okazji doniosłych okoliczności.

ulotka dzięki uprzejmości Galerii Foksal

Nie bez znaczenia było miejsce prezentacji projektu. Przestrzenią dla jego ekspozycji stała się bowiem przestrzeń publiczna, przy czym należy pamiętać, że projekt został stworzony specjalnie na potrzeby miejskie. Takie podejście sprawiło, że sztuka weszła w dialog z miastem, miejscem i otoczeniem, stając się – choć przez chwilę – częścią codziennego życia.

Praca konotuje również inne znaczenia związane bardzo wyraźnie ze swoimi czasami. Jak zauważa Karol Sienkiewicz2, dzieło nazywane było światłami pokoju ze względu na to, że 9 maja w PRL uznawany był za Dzień Zwycięstwa – rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. Maj, miesiąc ekspozycji pracy Stażewskiego, został więc symbolicznie uznany za miesiąc „pokoju”, a wraz z nim i Kompozycja. Warto także zwrócić uwagę na wątek zmiany funkcji reflektorów obrony przeciwlotniczej i ich „oswojenie” za pomocą koloru, jak również nawiązanie do słynnej katedry światła zaprojektowanej przez Alberta Speera na zjazd NSDAP w 1937 roku w Norymberdze – iluminacji, w której wykorzystano 152 reflektory przeciwlotnicze.

Rekonstrukcja

5 grudnia 2008 roku w Warszawie odtworzono pracę Henryka Stażewskiego. Pokaz odbył się przed Pałacem Kultury i Nauki, a w jego przygotowaniu pomagał, podobnie jak w roku 1970, Jan Chwałczyk. Projekcję zorganizowało Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (MSN) i Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, w ramach starań m.st. Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. 

Rekonstrukcja „9 promieni światła na niebie” Henryka Stażewskiego, fot. Jan Smaga / MSN

Wybór bohatera pierwszej realizacji MSN w przestrzeni miejskiej nie był przypadkowy. Henryk Stażewski nie tylko całe życie związany był z Warszawą, ale był równocześnie jednym z pionierów awangardy, a sama praca została uznana za wyjątkowy triumf wyobraźni i nowoczesności. Symboliczne było również miejsce ekspozycji – pokaz odbył się w pobliżu planowanego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Rekonstrukcja „9 promieni światła na niebie” Henryka Stażewskiego, fot. Jan Smaga / MSN

Tak jak w roku 1970 i tym razem przedsięwzięcie okazało się równie skomplikowane technicznie. Znowu konieczne było sprowadzenie reflektorów (w tym wypadku z Niemiec), których moc musiała być ponad trzykrotnie wyższa niż poprzednio. Dla lepszej widoczności wygaszono także iluminację Pałacu Kultury i Nauki oraz pobliskie latarnie. Wszystko ze względu na coraz większe zanieczyszczenie sztucznym światłem nocnego nieba.

Źródła

[1] Antoni Dzieduszycki, Kompozycja pionowa nieograniczona, „Argumenty”, 1971, nr 18.
[2] http://culture.pl/pl/dzielo/henryk-stazewski-9-promieni-swiatla-na-niebie

Tomasz Fudala, 9 promieni światła na niebie, „Autoportret” [25-26] 2008-2009
http://muzeumwspolczesne.pl/mww/wp-content/uploads/2015/06/jednodniowka1.pdf